Histeria na miłość

W zielonym kubku mieszałam budyń czekoladowy, układając sobie myśli. Zamknięta w czerwieni ścian, zazdrościłam oknu przestrzeni, a sufitowi, osiągnięcia szczytu swoich możliwości. Budyń miał mieć tę czarodziejską moc uzdrawiania emocji i rozczesywania skołtunionych myśli, a tymczasem skupił jedynie wyrzuty sumienia związane z odstępstwem od diety. Gdyby tego było mało – przyprowadził Ją – Kotełkę. A jak dobrze wiadomo, Kotełka raz zachęcona zapachem słodkości, później za każdym razem, gdy usłyszała pękanie kostek czekolady, pojawiała się znikąd z tą samą kotełkową miną…


Pierwszy raz przydreptała na krótkich nóżkach do połowy pokoju i stanęła oglądając moje wnętrze wielkimi, zielonymi oczyma. Buzię miała okrągłą, z wdzięcznymi policzkami i niecałe 50 cm wzrostu. To co, jednak przykuwało największą uwagę to jej szary płaszczyk z bardzo dziwnego materiału. Gdy bliżej podeszła i mogłam się przyjrzeć, okazało się, że płaszczyk jest po prostu upstrzony kocimi kłakami…
Uśmiechnęła się lekko i przysiadła obok, zaglądając mi do kubka. Zapytam czy ma ochotę na budyń, potrząsnęła energicznie głową, więc chcąc nie chcąc, ruszyłam do kuchni wstawić wodę. Gdy wracałam, zerknęłam do środka, by upewnić się, czy nie mam omamów, a Kotełka była pogrążona we własnych myślach. Machała nóżkami na brzegu kanapy i powoli obierała się z kociej sierści, za każdym razem stosując wyliczankę: 'Kota (jeden włos zrzucony na podłogę, szeroki uśmiech), nie-kota (kolejny włos zrzucony na podłogę, grymas smutku). I tak umilała sobie czekanie, przepowiadając przyszłość z kocich fusów.
Gdy wróciłam z kubkiem i razem zaczęłyśmy mieszać, zmieszanie ustąpiło, a w jego miejsce poczułam specyficzną bliskość znaną dobrze przyjaciółkom. Ona chyba poczuła to samo, bo położyła rękę na mojej dłoni i zrozumiałym tylko dla kobiet wzrokiem patrzyła przenikliwie, jakby chciała powiedzieć; „to łajdak…”. Zamiast tego, prawie szeptem zapytała:
-Nie kota?- patrzyła uważnie badając moją reakcję.
– No nie… może mamy trudne dni, ciężki miesiąc, ale to normalne na początku…- moje marne tłumaczenie przerwał dźwięk smsa- no właśnie, o wilku mowa- dodałam z ulgą.
-Kota! – zapewniła potakując głową i zaczęła wesoło ruszać nóżkami
Po kilku sekundach mina mi zrzedła… spojrzałam na Kotełkę znad telefonu i starałam przekazać wiadomość nie roniąc ani kropli… czytam:
’Cześć. Przepraszam za ostatni tydzień…”
– Kota! – uśmiecha się czule, oczy jej błyszczały nadzieją.

’Jesteś wspaniałą dziewczyną i nigdy wcześniej nie poznałem tak miłej i opiekuńczej istoty’– spojrzałam na nią.. nawet ona wietrzyła tu podstęp – zmarszczyła brwi i malutki nosek, przez co wyglądała jak nieufne, szare zwierzątko.
-Kota? -zapytała ostrożnie, będąc jednocześnie gotową na cios. Odłożyła na bok kubek z budyniem, po czym podkurczyła kolana i zacisnęła piąstki.

’Ale dla mnie to trochę za wiele. Potrzebuję więcej przestrzeni i powietrza, bo czuję się jak w klatce. Na pewno znajdziesz kogoś, kto uzna tą Twoją opiekuńczość za ogromny plus. Życzę Ci odnalezienia miłości.’

Kątem oka patrzyłam na moją towarzyszkę, widziałam jak jej policzki pąsowieją, a usta i bródka lekko dygocze. Wyszeptała:

-Nie kota…

-Tak, nie kota.- powtórzyłam, powstrzymując się od łez. Już chciałam ją poprosić, by zostawiła mnie samą, gdy wdrapała mi się na kolana, wyjęła z kieszeni płaszcza komórkę, uśmiechnęła się do mnie zachęcając do spojrzenia w kolorowy ekran. Po kilku kliknięciach weszła w galerię, gdzie znajdowało się chyba z tysiąc różnych zdjęć, filmików i gifów z kotami. Była wybredna przy wyborze, ale za każdym razem nie omieszkała opatrzyć dobrze znaną wersją komentarza. Dwadzieścia minut oglądania małych kotów, kociaków grających, gryzących, psocących i drapiących przesłoniło moje przygnębione myśli. Gdy Kotełka zauważyła cień uśmiechu na mojej twarzy, schowała komórkę i zrobiła susa, próbując się dobrać do mojego telefonu. Zrobiła to z prawdziwą gracją, by po chwili wlepić we mnie wielkie, kocie oczy ze Shreka. Próbowała sama odblokować ekran, ale po nieudanych próbach jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej i nie miałam wyjścia – musiałam jej pomóc. Kilka zręcznych kliknięć i już była na niebieskiej aplikacji przeszukując w skupieniu moją tablicę. Nagle wyprostowała się, niczym pies gończy wskazując zdobycz. Koło przychylnego komentarza pod moim zdjęciem widnieje imię i nazwisko mego przyjaciela i jego pocieszny pyszczek. Nogi podniosła do góry szczerząc się z zadowolenia. Gdy zauważyła mój pytający wzrok wywróciła oczami, odłożyła przy mnie komórkę i wzięła w rączki kubek z budyniem. Spojrzałam na komórkę, potem na nią, a ona znikając ogromny kopiec budyniu w buzi, wyjmuje łyżeczkę, mierzy ją we mnie, by po przemieleniu budyniu wydać swoją ekspertyzę:

– Kota. – zawyrokowała pewna siebie.

Photo by Daria Shatova on Unsplash

One Reply to “Histeria na miłość”

  1. Wisisz mi chusteczki – całą paczkę..
    Kurde, jak Ty to zgrabnie odpowiedziałaś 🙂
    W sumie jest to dobry patent na samotność – zobaczyć w kocie, psie, chomiku (w rybach gorzej), ewentualnie w obrazie, ten błysk nadziei, który pozwala zrobić krok na przód.
    Przyjemnie się to czyta 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.