Ludzie ćmy

  • Ćmy to beznadziejny przypadek N. Są zupełnie jak ludzie.- grymas zdegustowania przejął kontrolę nad twarzą L. Cokolwiek by się nie działo, jakkolwiek inteligentni, błyskotliwi, mądrzy by nie byli to i tak brną uparcie w ogień… – powiedział znudzony L, nawet nie patrząc N w oczy, które wyraźnie się powiększyły.

Photo by Volker Schnäbele on Unsplash
  • Czy ty zawsze musisz tak dramatyzować? – spytała N z wyrzutem. Dobrze wiedziała, że to aluzja do jej ulubionych stworzeń, że L tylko czeka, by wbić jej szpilkę i zdjąć te różowe okulary, z którymi jest jej tak do twarzy…
  • Życie to dramat, więc po co się oszukiwać? Poza tym, jak inaczej określisz stworzenie, które ciągle dąży do samodestrukcji, leci prosto w ogień upojone… buk wie czym??- ostatnie słowa przesiąkała irytacja. L już czuł w kościach, co się święci…
  • Może… duszą romantyczną?- spojrzała na niego badawczo, by po chwili kontynuować.- Jest gotowa cierpieć za swoje ideały, otwierać serca i wpuszczać nowe idee, by ewoluować…. Odkrywać smak życia, dzięki cierpieniu… – przerwała czując na sobie obślizgły wzrok pobłażliwości…
  • Oj, N… – uśmiechnął się do niej pobłażliwie i położył kościstą dłoń na kaszmirowym, błękitnym swetrze oplatającym jej ramię. Nie znosiła gdy to robił..- Przecież… ludzie robią to samo, co ćmy… wyniszczają się do dna, bezmyślnie goniąc w imię wyblakłych, zapomnianych ideałów lub marzeń.. Wypalają się nie wiedząc dlaczego… lecą w ogień. To ludzkie ćmy.
  • Ale oni walczą, L…- N zacisnęła pięści i delikatnie zrzuciła jego rękę z ramienia. – ‚Każdego dnia stają twarzą w twarz z rzeczywistością, mierzą się z nią, ingerują, kreują.’
  • A co robią wieczorem, moja droga znawczyni od ludzi? – L układa usta w sztubackim uśmiechu.

W odpowiedzi dostaje głębokie westchnięcie N i ostentacyjne przewrócenie oczami. Czasami nie znosiła z nim rozmawiać. A tym bardziej przyznawać mu rację.

  • No… oni wieczorami… tęsknią.. – odpowiedziała niechętnie
  • Wypalają się jeszcze bardziej, pod osłoną nocy pokazują swoje prawdziwe pragnienia uśpione podczas dnia.- przygląda się N uważnie, po czym dodaje – Chyba nie musimy znowu przerabiać czym jest tęsknota, prawda?
  • Nie, nie musimy… – przytaknęła i spuściła głowę, by nie spotkać jego karcącego wzroku.-Ale… – podniosła oczy lekko zaszklone od łez- Może jest jeszcze dla nich ratunek? Może jest sposób?’
  • Oczywiście, że jest. – zrobił pauzę by napawać się tą chwilą, gdy może być dla niej bohaterem.-Mogą się przygotować na spotkanie z żywiołem; znając swoje słabości nie karcić się za nie, ale przygotować się na konsekwencje, na ‚sparzenia’; w końcu ludzie są trochę mądrzejsi od ciem.
  • Chyba tak… – zamyśliła się N. -To znaczy na pewno są.

Były momenty, gdy wydawało jej się, że rozmawiają na równym poziomie, że traktuje ją poważnie. Częściej jednak było tak, że czuła się jak mała dziewczynka, która została wystawiona na tysiące prób i testów, podczas których musi się wykazać: sprytem, logiką i chłodnym, bezemocjonalnym spojrzeniem. Z tymi dwoma ostatnimi rzeczami miała problem.

  • Ćmy to beznadziejny przypadek N. Są zupełnie jak ludzie.- grymas zdegustowania przejął kontrolę nad twarzą L. Cokolwiek by się nie działo, jakkolwiek inteligentni, błyskotliwi, mądrzy by nie byli to i tak brną uparcie w ogień… – powiedział znudzony L, nawet nie patrząc N w oczy, które wyraźnie się powiększyły.
  • Czy ty zawsze musisz tak dramatyzować? – spytała N z wyrzutem. Dobrze wiedziała, że to aluzja do jej ulubionych stworzeń, że L tylko czeka, by wbić jej szpilkę i zdjąć te różowe okulary, z którymi jest jej tak do twarzy…
  • Życie to dramat, więc po co się oszukiwać? Poza tym, jak inaczej określisz stworzenie, które ciągle dąży do samodestrukcji, leci prosto w ogień upojone… buk wie czym??- ostatnie słowa przesiąkała irytacja. L już czuł w kościach, co się święci…
  • Może… duszą romantyczną?- spojrzała na niego badawczo, by po chwili kontynuować.- Jest gotowa cierpieć za swoje ideały, otwierać serca i wpuszczać nowe idee, by ewoluować…. Odkrywać smak życia, dzięki cierpieniu… – przerwała czując na sobie obślizgły wzrok pobłażliwości…
  • Oj, N… – uśmiechnął się do niej pobłażliwie i położył kościstą dłoń na kaszmirowym, błękitnym swetrze oplatającym jej ramię. Nie znosiła gdy to robił..- Przecież… ludzie robią to samo, co ćmy… wyniszczają się do dna, bezmyślnie goniąc w imię wyblakłych, zapomnianych ideałów lub marzeń.. Wypalają się nie wiedząc dlaczego… lecą w ogień. To ludzkie ćmy.
  • Ale oni walczą, L…- N zacisnęła pięści i delikatnie zrzuciła jego rękę z ramienia. – ‚Każdego dnia stają twarzą w twarz z rzeczywistością, mierzą się z nią, ingerują, kreują.’
  • A co robią wieczorem, moja droga znawczyni od ludzi? – L układa usta w sztubackim uśmiechu.

W odpowiedzi dostaje głębokie westchnięcie N i ostentacyjne przewrócenie oczami. Czasami nie znosiła z nim rozmawiać. A tym bardziej przyznawać mu rację.

  • No… oni wieczorami… tęsknią.. – odpowiedziała niechętnie
  • Wypalają się jeszcze bardziej, pod osłoną nocy pokazują swoje prawdziwe pragnienia uśpione podczas dnia.- przygląda się N uważnie, po czym dodaje – Chyba nie musimy znowu przerabiać czym jest tęsknota, prawda?
  • Nie, nie musimy… – przytaknęła i spuściła głowę, by nie spotkać jego karcącego wzroku.-Ale… – podniosła oczy lekko zaszklone od łez- ‚Może jest jeszcze dla nich ratunek? Może jest sposób?’
  • Oczywiście, że jest. – zrobił pauzę by napawać się tą chwilą, gdy może być dla niej bohaterem.-Mogą się przygotować na spotkanie z żywiołem; znając swoje słabości nie karcić się za nie, ale przygotować się na konsekwencje, na ‚sparzenia’; w końcu ludzie są trochę mądrzejsi od ciem.
  • Chyba tak… – zamyśliła się N. -To znaczy na pewno są.

Były momenty, gdy wydawało jej się, że rozmawiają na równym poziomie, że traktuje ją poważnie. Częściej jednak było tak, że czuła się jak mała dziewczynka, która została wystawiona na tysiące prób i testów, podczas których musi się wykazać: sprytem, logiką i chłodnym, bezemocjonalnym spojrzeniem. Z tymi dwoma ostatnimi rzeczami miała problem.

 

One Reply to “Ludzie ćmy”

  1. Piękne Marto. Zbyt jasno jednak widzę tu siebie. Wiem, nie wchodzi się kolejny raz do tej samej rzeki, uczymy się na błędach, wznosimy się znowu bo kto jak nie my?
    Wspomnienia trochę bolą i trochę śmieszą. Ze zdrowym dystansem do samej siebie jest pięknie. Nie ma ludzi nieomylnych. Brawo za taki przekaz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *