Rozdarta koszula

Porzucona na krześle przy oknie, wpatrywałam się w wiatr, który strofował rozpierzchnięte liście. Marzyłam o tym, że po uchyleniu okna wleci do pokoju i porwie to, co ze mnie zostało. Siedziałam nieruchomo, z wywiniętym duchem na lewą stronę, hipnotyzując się powietrzem…

By nie myśleć…
By nie czuć…
By nie być…
Moje ciało było jak rozdarta koszula… rozprute wnętrzności trzymały się jedynie na dwóch małych guzikach, a po lewej kieszeni została tylko szara, wypalona dziura. Uszła nią cała moja nadzieja i naiwność wraz z powietrzem. Oddychałam płytko, żeby nie wyzionąć ducha; by nie uciekł po resztkach porwanej tkaniny w poszukiwaniu czegoś mniej wymiętego.

Nic już nie przywróci mi blasku, nie ma nici, które mnie zacerują. Straciłam dawny kształt i rozlazłam się na wszelkie możliwe sposoby…

Pognieciona i poszarzała egzystowałam na krześle przy oknie; zupełnie tak, jak w twojej pamięci.

Photo by Bui Hoang Lien on Unsplash

8 Replies to “Rozdarta koszula”

  1. A może nici nie są jedyną technologią naprawczą. Czasem wyobrażamy sobie świat bardzo konkretnie i przeliczalnie. A on jest przecież znacznie szerszy, bez granic. Wystarczy to wiedzieć.

    Skąd wiesz, jak egzystowałaś w jego pamięci?

    🙂

    1. Nici może nie są jedyną formą pomocy, ale zgodzi się Pan, że jest to pierwsze, co przychodzi do głowy. Można się pokusić tu o ‚nici porozumienia’, które mogłyby pomóc takiej, ludzkiej koszuli 🙂
      Proszę pamiętać, że ta strona to nie jest pamiętnik, ale fikcja literacka. Teksty, które znajdują się tutaj są swobodną interpretacją tego, co kiedyś się zdarzyło/ co zasłyszałam/ jak się czułam lub wyobrażałam sobie jak bym się czuła w danej sytuacji.

      Oczywiście z przyjemnością wejdę w polemikę na temat prawidłowości napisanych przeze mnie zdań 🙂

    1. Zgadzam się w zupełności. Czasami też trzeba dać sobie trochę czasu i nie obwiniać za to, że musimy zebrać siły. Wszystko w swoim czasie.

  2. Nie wszystko jest albo białe, albo czarne…. Czasami złe doświadczenia wychodzą nam na dobre. I nadzieja umiera ostatnia 🙂

  3. Wojownik światła często traci nadzieję.
    Wydaje mu się, że wygasł już w nim na zawsze wewnętrzny ogień.
    Całymi dniami i nocami tkwi w tym przeświadczeniu i nic nie wzbudza w nim entuzjazmu.
    Przyjaciele mówią: „Może jego walka dobiegła już kresu?”.
    Wojownik czuje ból i wstydzi się słysząc te słowa, ponieważ wie, że nie osiągnął jeszcze tego, co zamierzał.
    Lecz jest uparty i nigdy nie wyrzeka się swojego powołania, walczy dalej.
    I wtedy, kiedy się najmniej tego spodziewa, otwierają się przed nim nowe możliwości.
    Wojownik światła” P Coelho
    Tak mi jakoś przyszło do głowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *