Wstążka

Ja też nie lubiłam tej wstążki; głównie przez to, że tak szybko widać na niej ślady wytarcia. Idealne niegdyś brzegi rozpruły twoje dłonie, gdy po raz kolejny próbowałeś mi udowodnić, że lepiej wyglądam w rozpuszczonych włosach. Jednym ruchem ściągałeś ją z niedbałego upięcia, po czym poddawałeś ją sile grawitacji, której nie była w stanie się przeciwstawić. Lądowała bezwładnie na deskach salonu, które nie chciały jej obdarzyć nawet cichym skrzypnięciem. Gdy ostatni raz leżała na podłodze wydawała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj, ale za to z dodatkową plamą, rozlewającą się jak siniak po żyłach splotu.

Nie wiem, czemu ci na to pozwalałam; czy twój wzrok nieznoszący sprzeciwu wiązał mi wolną wolę, czy może prowadzona niechęcią do skrawka materiału, chciałam byś mnie wyręczył. Teraz nie ma to znaczenia; jest już poplamiona i wypłowiała. Skąd mogłeś wiedzieć, że to dzięki niej mogłam zebrać myśli rozpierzchnięte od emocji. Ten błahy na pozór gest wiązania dawał mi iluzję kontroli; każdy poranny rytuał podnoszenia rąk, niby w geście poddania się, a koniec końców wzmocnienia, pomagał mi odradzać się na nowo. W jej czerwieni mogłam się ukryć, zaszyć między rozprutymi nićmi i przeczekać.

Nie przejmuj się, kochanie; wiem, że nie mogłeś zrozumieć rozterek wytartej wstążki. To zbyt niedorzeczne, by przejmować się tak błahym, zniszczonym przedmiotem bez życia. Nie ta to inna – tak mi zawsze powtarzałeś. Mówiłeś, że ona jest dobra dla lalek, i to takich zaniedbanych i zapomnianych.

To zabawne, że zazwyczaj nasze myśli się mijały, ale tym razem znalazły punkt przecięcia. Przyznam się, że dopiero twoje słowa sprawiły, że przywiązałam się do tego pomysłu.

Po raz ostatni miałam wstążkę przed sobą, ułożyła się na moich dłoniach, już nie taka blada, choć nadal z ciemnym wykwitem na samym środku. Zawiązałam ją starannie na szyi, by tym razem uspokoiła moje emocje; by nie przeszły dźwięcznie przez krtań, jak to mają w zwyczaju. Położyłam się na łóżku; zobaczyłam moje niknące odbicie w szklance, która stała na szafce nocnej, obok białego pyłu.

Nie przejmuj się, kochanie, nie ta to inna. Po prostu zapomnij.

 

Photo by Sylwia Bartyzel on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *