Nigdy się nie nauczę

‚Nigdy się nie nauczę’ pomyślała wplatając palce między ziemiste warkocze. Rozglądała się co jakiś czas, niby mimochodem, by sprawdzić, czy ktoś na nią zerka. Czy widzi ją, jak klęczy w wypłowiałych ogrodniczkach, umazana ziemią po kosmyki włosów.

Wiedziała co ma zrobić – miała wszystko pochować. Trzęsącymi dłońmi usypała mały kopiec podlewając go co rusz łzami. Niebo było bezwstydnie niebieskie, trawa bestialsko zielona a ona… klęczała trzymając dłonie na nie- winnym kopczyku, powstrzymując nacierające wspomnienia, topiąc ból we łzach, posyłając marzenia do piachu… Czarny tren myśli nakrył jej umysł; posłusznie przywdziała żałobną rolę, tłumiąc popełnioną zbrodnię i krzyk czarną tkaniną.

Grubymi nićmi zszyła pustkę, zakryła ją pustym uśmiechem i rozpoczęła bezgłośne rozmowy z czasem… Z czasem zaczęła odwiedzać to niebo i tę trawę, nawiedzać powoli te miejsca, by stawić czoło wielkim oczom przeszłości…

Pewnego dnia… przychodząc w to samo zbolałe miejsce zauważyła, że coś się zmieniło. Jej twarz oblała się mieszanką emocji, o których dawno zapomniała;

zdziwienia…

zmieszania..

strachu…

nadziei…

które zadomowiły się na jej polikach.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to dotyk promieni słonecznych… gdyby nie jej duże, błyszczące oczy wpatrzone w kopczyk, na którego wierzchołku coś wesoło kiełkuje.

‚Nigdy się nie nauczę’ – pomyślała uśmiechając się do siebie.

 

Photo by Austin D on Unsplash

Śledź mój dotyk 🙂

4 przemyślenia nt. „Nigdy się nie nauczę

  1. Sam z sobą prowadzę mistrzowskie negocjacje
    w buncie pięcdziesięcialatka
    staję twarzą w twarz
    z samym sobą
    kto jest zwyciężcą?
    kto przegranym?
    a kto tylko ąż popełnił grzech
    zaniedbania
    moje lustro milczy
    oczy mówią ale…
    nie potrafie się w nie wsłuchać
    czy ja to jeszcze ja
    czy może moja własna….
    kopia

  2. Wręcz przeciwnie już się uczy. Nie można być bliżej. Powierzyła siebie, swe wnętrze Gai, instynktownie wybrała najstarszą powierniczkę ludzkości Matkę. Myślę, że bohaterka wiele się nauczyła.

  3. Myślę, że w zawoalowanym przekazie, można się zgubić i może zakręcić się w głowie, aż do mdłości. Metafory jak z koreańskiej kreskówki nasączone patosem przedstawiają obraz postaci, która tak bardzo chce być wyjątkowa, że stała się już chyba jedynie teatralną marionetką, nieudolnie odgrywającą role i podrygującą w iście konwulsyjnym akcie rozpaczy, by być wysłuchaną w podziwie. Powodzenia w dalszym pisaniu, trzymam kciuki za rozwój i wyjście spoza utartego schematu, przypominającego płaskorzeźbę lub plastikową zabawkę z odpustu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *